Narrow Default Wide

Created jtemplate joomla templates

28 listopada

EWANGELIA Łk 21,29-33
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść:
„Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie.
Niebo i ziemia przeminą, ale moje ...słowa nie przeminą”.

KOMENTARZ
Umiejętność odczytywania znaków czasu… Nie umiem? Nie chcę? Jest mi to obojętne?
Ale nie wszystko da się wytłumaczyć przypadkiem, zbiegiem okoliczności czy właściwym ukierunkowaniem losu. A Jezus mówi: ,,Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato”. Wszystko co dzieje się w naszym życiu w perspektywie królestwa Bożego nie jest przypadkiem. Nawet nasza słabość, upadek czy grzech nie jest przypadkiem. Jest lekcją pokory wobec Boga i samego siebie. Lekcją uświadamiającą Jego wielkie miłosierdzie i ukazującą plan zbawienia. Bo człowiek nie jest przypadkiem. Miłość nie jest przypadkiem. Życie nie jest przypadkiem. I ja w tym Bożym planie też nie jestem ,,przypadkiem”.
EWANGELIA (Łk 21,20-28)
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane.
Biada brzemiennym ...i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą.
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.

KOMENTARZ
Budzą jakiś niepokój, żeby nie powiedzieć lęk, te wszystkie zjawiska zapowiadane przez Jezusa. Znaki na słońcu, księżycu, gwiazdach. Bezradni wobec szumu morza i jego nawałnicy. Jedni polegną od miecza, inni mdleć będą ze strachu. Budzą. Ale w tej Ewangelii ważne jest zupełnie co innego: to reakcja człowieka na znaki zapowiadające zakończenie dziejów ludzkości. Ci, którzy będą odczuwać strach w obliczu zachodzących zjawisk, to ludzie, którzy sens swojego życia upatrują w życiu doczesnym, bo wszystko to na czym budowali swoje życie ulega zagładzie. Ci zaś, którzy są prawdziwymi uczniami Chrystusa, powinni wydarzenia te przyjąć nie tylko z zawierzeniem Bogu, ale i radością, bo zbliża się ich odkupienie. Spotkanie z Najwyższym. Do której postawy jest mi bliżej? I choć nie wiemy kiedy nastąpi koniec dziejów ludzkości, bo u Boga tysiąc lat jest jak jeden dzień, a jeden dzień jak tysiąc lat, to na pewno na każdego – najpóźniej za kilkadziesiąt lat – przyjdzie koniec tego ziemskiego życia. Oby nas Pan Bóg pozbawił tego strachu przed śmiercią, tak charakterystycznego dla ludzi nie mających nadziei.
Moi Drodzy.
Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy w ostatnim czasie zechcieli polubić i korzystać ze strony parafii Trójcy Świętej w Jędrzejowie. Ponieważ decyzją Księdza Biskupa Kazimierza Ryczana zostałem przeniesiony do parafii w Masłowie, nie jestem już wikariuszem parafii Trójcy Świętej w Jędrzejowie. Nie mam zatem tytułu do tego, aby nadal prowadzić tę stronę. Przekazuję jej prowa...dzenie duszpasterzom pracującym aktualnie w parafii w Jędrzejowie.
Jeśli jednak nadal chcielibyście, tak jak do tej pory, otrzymywać pisane przeze mnie komentarze do Ewangelii dnia zapraszam serdecznie na moją stronę "W drodze do Światła. Strona ks. Miłosza Hołdy". Wystarczy wpisać w wyszukiwarce na facebooku: "W drodze do światła" i polubić.
Będę tam nie tylko komentował Ewangelię, ale również zamieszczał inne treści o charakterze religijnym i filozoficznym.
Również tam można przysyłać intencje, w których będę polecał Was Bogu.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za to, że korzystaliście z tej strony i zachęcam, żebyście nie przestawali szukać kontaktu ze Słowem Bożym.
Pamiętam o Was w modlitwie. Niech dobry Bóg Wam błogosławi.
ks. Miłosz Hołda
EWANGELIA (Łk 21,1-4)
Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie.

KOMENTARZ
Jakie mogą być... relacje z Bogiem? Może być taka, w której Bóg jest najbardziej elementarną ludzką potrzebą. Ktoś traktuje wówczas modlitwę, Mszę św. jak powietrze, którym oddycha. Właściwie wszystko, co jest, co się dzieje, pachnie dla niego Bogiem. Ta relacja może mieć i inny wymiar. Jest dla człowieka oczywiste, że jest Bóg, że trzeba Mu dać odpowiednie miejsce w swoim życiu, że trzeba traktować Go z należytą powagą. Ale bez przesady, bez oddawania wszystkiego.
Może też być i taka relacja, że Bóg jest zbytkiem, dodatkiem do życia, bez którego można się obejść, z którym się jest, kiedy zostanie trochę czasu, któremu daje się coś z siebie, kiedy jeszcze nie wszystkie siły poszły na inne dziedziny życia. Widać to wyraźnie choćby po sposobie, w jaki planuje się dzień święty. Jeśli zaczyna się od planowania Eucharystii, a pozostałe rzeczy dopiero organizują się wokół tego, to w porządku. Ale jeśli Eucharystia jest częścią niedzieli tylko dlatego, że jednak zostało trochę czasu, że zdążyliśmy skądś wrócić, choć nie było to pewne, że udało się, choć mogło się nie udać - jest to sygnał alarmowy dla naszej wiary.
Dobrze wiemy, że Jezusowi nie chodzi o żadne pieniądze. Nie dlatego siedzi przy skarbonie, żeby wiedzieć, ile komu oddać w gotówce. Chce poznać ludzkie serca, które widać jak na dłoni w naszych zachowaniach. Jezus nie lubi być kwiatkiem do kożucha, nie lubi być w naszym życiu dodatkiem. Jest strasznie zachłanny. Interesuje go wszystko - dokładnie wszystko kim jesteś, czym żyjesz. Dopiero wtedy nie oddajesz za mało, kiedy nie masz już nic do oddania.
EWANGELIA (Mt 25,31-46)
Jezus powiedział do swoich uczniów:
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej st...ronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.

KOMENTARZ
Czyli tak to wygląda. Ukrył się za twarzami ludzi, których spotykamy na naszej drodze. Chce, żebyśmy widzieli Go we wszystkich, którzy potrzebują pomocy, którym okazać można miłosierdzie. Z jednej strony trudne i nieprzyjemne. Bo jak szukać Boga, nieskończonego majestatu, pełni doskonałości w tym, co niedoskonałe, w zwyczajnych ziemskich potrzebach, w biedzie nie tylko materialnej, ale także społecznej? Ale z drugiej strony jest to bardzo pocieszające - bo mamy Boga na wyciągnięcie ręki, co więcej możemy Mu służyć nie w żaden oderwany od codzienności sposób. Możemy Go dotykać i widzieć Jego radość, widzieć uśmiech wdzięczności. Król jest między nami maksymalnie blisko i maksymalnie pokornie. Oto Ewangelia skróconego dystansu i słabości, za którą kryje się moc podtrzymująca w istnieniu cały świat.
W taki właśnie sposób Bóg postanowił urządzić świat. Czy się nam to podoba, czy nie, tak właśnie to wygląda. Cały nasz wysiłek wiary, to zgoda na pokornego i ukrytego za ubogimi Króla. Ten wysiłek polega na odzieraniu samego siebie z mocy, z przemocy, z chęci panowania, z pragnienia dominacji. Wysiłek wiary to pogłębianie świadomości, że jakiekolwiek spotkanie z Bogiem - w codziennej modlitwie, na adoracji, Mszy świętej, będą owocne tylko wtedy, kiedy będą miały odniesienie do naszej zwyczajnej dobroci i codziennej życzliwości dla potrzebujących. Inaczej będziemy bujać w obłokach, szukać Boga, który jest piękny, delikatny i ulotny. Będziemy szukać Go tak, jakby nigdy Go między nami nie było, jakby nigdy nie chodził po tym świecie i jakby nigdy w Jezusie nie wszedł w sam środek tego, co ludzkie. My, chrześcijanie możemy wierzyć tylko w takiego Boga, który już na zawsze włączył w swoje życie ludzkie sprawy, także to, co najbardziej biedne i odrzucone.
Tylko tak można naprawdę panować nad światem - kiedy jest się Panem ludzkich serc, kiedy dotrze się na dno sumienia, które budzi się w spotkaniu z potrzebującym. Tylko takie panowanie interesuje Boga, nie chce niczego mniej. Króluj nam, Chryste, nasz Boże i Panie- tak, jak Ty chcesz, nie tak, jak nam wydaje się słuszne.
EWANGELIA (Łk 20,27-40)
Wówczas podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem... trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa "O krzaku", gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją. Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: Nauczycielu, dobrześ powiedział, bo już o nic nie śmieli Go pytać.,

KOMENTARZ
Jest wiele takich scen w Ewangelii. Saduceusze bądź inni przedstawiciele elit próbują Jezusa złapać za słowo. Podpuszczają Go, przedstawiając jakiś problem, który na pierwszy rzut oka jest nie do rozwiązania. Efekt miał być taki: Jezus odpowie wybierając jedno z rozwiązań, które przychodziły im do głowy, a wówczas będzie powód, żeby Go zaatakować: czemu wybrał to, a nie opowiedział się za innym rozwiązaniem.
Za każdym razem Jezus radzi sobie w podobny sposób. Nie tylko nie daje się wpuścić w przysłowiowe maliny, ale jeszcze zmusza pytających do kapitulacji zawstydzając ich. Świadczy to nie tylko o niezwykle przenikliwym umyśle, nad którym wielu rozpływało się w zachwytach, ale także o tym, że Jego mądrość i odpowiedzi są "z góry". Jezus proponuje rozwiązania, które pytającym nawet nie przychodziły do głowy. Odpowiada jak ktoś, kto ma dostęp do ostatecznej prawdy o rzeczywistości, kto zna najgłębsze jej tajemnice. Tak jak w dzisiejszej Ewangelii: pytacie, którego będzie żoną, a nie wiecie, że w niebie w ogóle nikt się nie żeni ani nie wychodzi za mąż. Całą ich przemyślność i przewrotność obraca w proch prostym stwierdzeniem, do którego jednak oni sami nigdy nie byliby w stanie dojść.
Bywa tak, że kombinujemy przy rozwiązywaniu naszych życiowych problemów. Głowimy się, co zrobić, jakie wyjście będzie najlepsze. Gdybyśmy byli bardziej skłonni słuchać Jezusa, zamiast próbować robić wszystko sami, to może okazałoby się, że wiele z naszych problemów to pozorne problemy. Że rozwiązanie jest zupełnie inne niż wszystkie, jakie przychodziły nam do głowy. Czasem bardziej niż kombinować, trzeba po prostu słuchać. Słuchać Jezusa.
EWANGELIA (Łk 19,45-48)
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców. I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.

KOMENTA...RZ
Jak to się dzieje, że miejsce modlitwy, miejsce, które ma być zarezerwowane jedynie dla Boga, staje się "jaskinią zbójców"? Zwykle nie dzieje się to od razu. Raczej stopniowo, krok po kroku rezygnuje się ze świętości tego miejsca. Ogranicza się Bogu czas, który powinien być poświęcony na bycie z Nim sam na sam. Rezygnuje się z piękna, które powinno ozdabiać to miejsce, wkrada się bylejakość. Potem przychodzi powoli przekonanie, że przecież nie ma co aż tak się spinać, że Pan Bóg jest dobry i miłosierny, więc na pewno nie będzie się przejmował, że tam nie zaglądamy. Wreszcie zaczyna się rodzić obcość. W pewnym momencie nawet nie bardzo wiemy, gdzie jesteśmy, kiedy znajdziemy się w tym "miejscu dla Boga". Nie bardzo wiemy, jak się zachować, nie potrafimy się odnaleźć.
A Jezus co dzień naucza w świątyni, w miejscu, które przeznaczone jest na spotkanie z Bogiem. Naucza tam wbrew wszystkim wrogom i tym, którym się to nie podoba. Przychodzi tam ze swoim słowem nawet wtedy, kiedy ludzie zrobili z tego miejsca jaskinię zbójców. Przychodzi i oczyszcza, wprowadza nowy ład. I mówi - pocieszając, napominając, zapraszając do życia z sobą.
Moje i Twoje serce jest świątynią. Miało być tylko dla Boga, a bywa, że trudno Go tam znaleźć. Czasem łatwiej znaleźć tam jaskinię zbójców. A bywa i tak, że trudno tam znaleźć nas. Ale jakkolwiek by było, w jakimkolwiek byłoby stanie - Jezus przychodzi do tej świątyni i mówi. Więc może warto tam zaglądać nieco częściej?
EWANGELIA (Łk 19,41-44)
Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za... to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia.

KOMENTARZ
Niezwykle poruszający jest ten obraz Jezusa płaczącego nad Jerozolimą. To jest płacz głębokiej miłości i troski. Nie ma tu za grosz poczucia wyższości i faryzejskiego potępienia. Jest żal nad niewykorzystaną szansą, współczucie wobec zagubienia, smutek w obliczu nieuchronnych konsekwencji błędu. To "wzorcowy" przykład współczucia, które nie poniża, a pragnie rozumieć i gotowe jest cierpieć z zagubionym.
Współczucie jest trudną sztuką. Może nas doprowadzić na skraj pychy. Może w nas wywołać zgubne poczucie doskonałości. Każde współczucie, które jest "z góry", przynosi odwrotny skutek - jeszcze pogłębia rozpacz i dodatkowo zamyka cierpiącego w jego cierpieniu. Żeby mądrze współczuć, żeby współczuć budująco, trzeba mieć w sobie wiele pokory, świadomości tego kim się jest i wreszcie sporo życzliwości. Najdoskonalej współczują ci, którzy są najbardziej święci. Bo oni rozumieją tajemnicę człowieka, tajemnicę ludzkiego zagubienia. Oni potrafią dotrzeć ze swoim współczuciem do samego serca tego, kto się zagubił i potrafią tam się z nim spotkać.
Jerozolima nie poznała czasu swojego nawiedzenia. Nie wykorzystała szansy, jaką była dla niej obecność Jezusa. Nasz czas nawiedzenia, to czas obecności Jezusa w naszym życiu. On chce nas nauczyć prawdziwego współczucia, chce odsłonić przed nami tajemnicę swojego serca. Warto wykorzystać tę obecność i te naukę. Inaczej sami staniemy się godni politowania.
EWANGELIA (Łk 19,11-28)
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że byli blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: Zarabiajcie nimi, aż wrócę. Ale jego współobywatele nienawidzil...i go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: Nie chcemy, żeby ten królował nad nami. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min. Odpowiedział mu: Dobrze, sługo dobry; ponieważ w dobrej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami. Także drugi przyszedł i rzekł: Panie, twoja mina przyniosła pięć min. Temu też powiedział: I ty miej władzę nad pięciu miastami. Następny przyszedł i rzekł: Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał. Odpowiedział mu: Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał. Do obecnych zaś rzekł: Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min. Odpowiedzieli mu: Panie, ma już dziesięć min. Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach. Po tych słowach ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy.

KOMENTARZ
Jezus opowiada te przypowieść z pewnego bardzo konkretnego powodu. Otóż uczniowie myślą, że zaraz zacznie się na dobre Boże królestwo. Bliskość jego pojawienia się miała ich chyba, w ich przekonaniu, zwolnić z jakiejkolwiek aktywności, z pracy nad własnym rozwojem. Chcieli już tylko spokojnie czekać aż nastąpi pełne zwycięstwo i otrzymają sowitą nagrodę za swoje poświęcenie i za to, że postawili na Jezusa.
Ale Jezus komplikuje im nieco sprawę. Bo po pierwsze uświadamia im, że przyjście królestwa nie nastąpi od razu, że będą musieli poczekać. W obrazie człowieka, który udał się w podróż, aby zdobyć godność królewską i dopiero ma powrócić, by objąć panowanie, widać wyraźnie to czasowe przesunięcie, które nie było chyba dla nich zbyt wygodne. Po drugie daje im do zrozumienia, że czas oczekiwania nie może być czasem "słodkiego nicnierobienia", lecz ma być wypełniony usilnym staraniem się o pomnożenie wszystkich tych darów, które im zostawił.
Wszystko, co robimy dla rozwoju danych nam przez Boga darów jest przygotowywaniem Jego panowania. Jest także dowodem na to, że traktujemy Boga poważnie. Zaniedbywanie rozwoju byłoby czymś w rodzaju spisku, jaki w dzisiejszym fragmencie Ewangelii zawiązano przeciwko starającemu się o panowanie. Kto nie chce się rozwijać, wypowiada posłuszeństwo temu, który zostawia nam dary. Ten kto nie chce podjąć pracy nad sobą, zgłasza akces do królestwa leniwych duchowo. Dość ryzykowna strategia. Bo chcemy czy nie, Pan i tak wróci.
EWANGELIA (Łk 19,1-10)
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, ...spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

KOMENTARZ
To zapewne nie był jedynie nagły odruch serca. Ani zwykła ludzka ciekawość, która zmusiłaby Zacheusza, żeby wspiąć się na drzewo i przyglądać się Jezusowi. Możemy się tylko domyślać, że sytuacja, w której żył nie była dla niego łatwa - należał przecież do grupy znienawidzonych, pogardzanych, uważanych za uosobienie grzechu celników. Każdego dnia musiał się mierzyć z nienawistnymi spojrzeniami, kąśliwymi uwagami, słowami potępienia. Na pewno miał w sobie, mimo całej tej sytuacji, ogromny potencjał dobra.
Potwierdzeniem tego przypuszczenia jest fakt, że wspiął się na sykomorę, kiedy Jezus przechodził. Gdyby nie było w nim niepokoju, gdyby nie dręczyło go sumienie, gdyby nie tliło się w nim pragnienie zmiany życia, pewnie sama ciekawość by nie wystarczyła.
Jezus potrafił wyzwolić w nim całe uśpione dobro. A było to możliwe dlatego, że potrafił się z nim spotkać poza wszystkimi określeniami i wyzwiskami, które być może wielu uznawało niemal za drugie imię Zacheusza. Jezus przyszedł do niego jak do człowieka. I to go rozbroiło. Bo nie musiał się już wtedy chować za murem złości i agresji. Nie musiał ratować swojego poczucia godności odsuwaniem się od ludzi, traktowaniem ich z góry, widzeniem w nich jedynie źródła dochodu.
Jeśli uda nam się wyjść do człowieka jak do człowieka, szybko pękają mury. Każdy z nas za czymś się chowa. Ratujemy się w ten sposób przed utratą poczucia wartości, bronimy swojego wewnętrznego terytorium przed bolesnym zranieniem. Gdybyśmy troszkę częściej spotykali się jak ludzie, to pewnie byłoby między nami o wiele mniej zagubionych, schowanych we własnej skorupie Zacheuszów.
EWANGELIA (Łk 18,35-43)
Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj... się nade mną! Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: Co chcesz, abym ci uczynił? Odpowiedział: Panie, żebym przejrzał. Jezus mu odrzekł: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

KOMENTARZ
Wołanie w ciemność, byle głos dotarł do Jezusa - tak czasem wygląda i tak nieraz musi wyglądać nasza wiara. Jak niewidomy z Jerycha bywamy zdezorientowani. Nie widzimy przed sobą drogi, nie wiemy co dalej. Słyszymy tylko wokół siebie głosy, czujemy się bezradni pośród gwaru, który wypełnia nasz świat, gwaru ludzi, którzy zupełnie nie zważają na naszą sytuację, na problemy, z którymi musimy się borykać.
Ale jeśli zrozumiemy, że w tym tłumie, gdzieś na wyciągnięcie ręki, może pojawić się Jezus, wszystko się zmienia. Chodzi tylko o to, żeby nie bać się wołać w ciemność, mimo bezradności. Wołać, aby wywołać z tego tłumu Jezusa, żeby spotkać się z Nim twarzą w twarz i powiedzieć Mu o naszej wierze i o tym, czego potrzebujemy. Czasem to wołanie musi trwać, trzeba coraz bardziej podnosić głos, aż wreszcie się uda, aż będziemy mogli się spotkać.
I wtedy, kiedy już jest blisko, a my dalej Go nie widzimy, trzeba otworzyć serce. Kiedy czujemy już Jego oddech, choć nadal pozostajemy w ciemnościach i w niepewności - otworzyć serce i powiedzieć wszystko. Tego właśnie chce Jezus - żebyśmy przywoływali Go wielkim głosem. Nawet jeśli jest to głos niewidomego, a może zwłaszcza wtedy. On na pewno przyjdzie. Nie ma w zwyczaju roztapiać się w tłumie, kiedy Go wołamy. Zawsze odpowiada na wołanie wiary.
EWANGELIA (Mt 25,14-30)
Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść:
Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zys...kał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

KOMENTARZ
Kiedy dziecko przychodzi na świat nikt nie wie, kim będzie, jak potoczą się jego losy. Każdy przynosi ze sobą pewien zasób możliwości, które w ciągu życia możemy tak lub inaczej spożytkować. Trudno się czasem pogodzić z tym, że inni mają więcej. Ile razy jest tak, że chcielibyśmy być inni, przyjść na świat w innym miejscu, otoczeniu. Sądzimy, że wtedy byłoby nam łatwiej, że życie byłoby lepsze. Ale mamy to, co mamy. Jesteśmy "wrzuceni" w swój czas, miejsce, pomiędzy ludźmi. I w tym właśnie mamy zrobić co się da, żeby dostać się do nieba, a najpierw, żeby tutaj najpełniej rozwinąć swoje możliwości.
Znam ludzi, którzy mówią: ja nie mam żadnego talentu. Inni to potrafią śpiewać, wyglądają jak milion dolarów, mają głowę do interesu - a ja nic. Talent w znaczeniu dzisiejszej Ewangelii to nie jest żadna konkretna zdolność. To jest coś, co można pomnożyć, czego może być więcej, w czym można jeszcze bardziej być. Pomnażamy zresztą nie tylko w sobie, swoim wnętrzu, ale wokół siebie, w całym świecie naszych relacji. Myślę o mojej kuzynce, głęboko upośledzonej dziewczynie, która po ludzku nie miała żadnego talentu. Nie potrafiła mówić ani sama jeść, ani nawet swobodnie stać. A jednak pomnożyła wokół siebie tyle troski, miłości i ciepła, że stanęła przed Bogiem nie z pięcioma, ale z setką dodatkowych talentów.
Ten interes, który mamy zrobić na danych nam przez Boga talentach, to jest sprawa międzyludzka. Przecież żyjemy wśród ludzi i wśród nich coś budujemy albo burzymy. Modlę się, żeby, kiedy stanę przed Bogiem, pokazać choć kilka uśmiechniętych twarzy i usłyszeć: "Dobrze, sługo dobry i wierny!"
EWANGELIA (Łk 18,1-8)
Jezus powiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi s...ię nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

KOMENTARZ
Droga do poznania Boga prowadzi przez dobre poznanie nas samych i naszych międzyludzkich stosunków. Jezus często stosował te metodę - brał na tapetę jakieś ludzkie doświadczenie, omawiał je i pokazywał w czym jesteśmy do Boga podobni, a w czym leży różnica. Dziś pokazuje to na przez odniesienie do sprawy wdowy, która prosiła o pomoc w trudnej dla siebie sytuacji.
Czego się można dowiedzieć z tych słów. Po pierwsze: lepsze takie wymuszone, wymęczone dobro niż żadne. Przecież mogło być i tak, że sędzia uparłby się i nie wpuścił jej do domu, zostawił bez pomocy. Jego motywacja nie była doskonała - chciał mieć święty spokój. Ale nawet wtedy, kiedy robimy coś dobrego "na siłę", jesteśmy podobni do Boga. Naiwnością byłoby oczekiwać, że zawsze i wszystko będziemy robić "cali w skowronkach".
Po drugie: Bóg nigdy nie robi niczego na siłę. Co jednak nie znaczy, że nie trzeba wytrwale prosić i zabiegać o Jego łaskę. Te prośby nie mają na celu "zmiękczyć" Boga albo sprawić, że i On będzie chciał mieć z nami święty spokój. Mają raczej nam uświadomić o co naprawdę prosimy, a przede wszystkim zbliżyć nas do Niego.
Pytanie Jezusa: "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?", jest pytaniem o wytrwałość naszych próśb i o dobro, które dzieje się przez nas. Jeśli nie zrezygnujemy z wytrwałego proszenia Boga w naszych intencjach, jeśli przez naszą modlitwę będziemy się przybliżać do Niego, to znajdzie wiarę. Znajdzie ją, jeśli będziemy odpowiadać na prośby innych, nawet tak trochę "na siłę". Najgorzej będzie, jeśli pozamykamy serca i ani człowiek, ani nawet Bóg nie będą się mogli do nich dostukać.
EWANGELIA (Łk 17,26-37)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, ...spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Pytali Go: Gdzie, Panie? On im odpowiedział: Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy.

KOMENTARZ
Zazwyczaj jest tak, że dopiero jakiś poważny życiowy wstrząs może człowiekowi uświadomić, o co w życiu naprawdę chodzi. Dopiero spotkanie z cierpieniem, śmiercią otwiera oczy na prawdę, że to, czym na co dzień żyjemy nie jest rzeczywistością ostateczną. Niby wszyscy dobrze o tym wiemy, ale czym innym jest wiedzieć, być przekonanym, że tak jest, a czym innym jest doświadczyć takiej prawdy w spotkaniu z rzeczywistym problemem, cierpieniem, które dotyka nas do żywego, śmiercią, która dosłownie niszczy nasz świat.
Chrześcijaństwo ma wbudowaną tę perspektywę. Przecież słyszeliśmy tyle słów, w których Jezus zapowiadał koniec świata, znamy prawdy katechizmowe, że po ziemskim życiu czeka nas sąd. Ale co wynika z tej wiedzy? Jak wpływa ona na nasze życie, na wybory, które podejmujemy? Czy w ogóle ma jakiś wpływ? Bywa, że budujemy, zabiegamy, gonimy jakbyśmy mieli nigdy nie umierać, jakby to dotyczyło wszystkich poza nami.
Ale dotyczy także i nas. Także i nasze życie któregoś dnia zapadnie się w otchłań. Musimy być tego świadomi, inaczej nie będziemy w stanie żyć w pełni poważnie i odpowiedzialnie. Nie da się ominąć otchłani. To jest jedyna droga, poprzez którą, spadając, wpaść można w ręce Boga.
EWANGELIA (Łk 17,20-25)
Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest. Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie... tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.

KOMENTARZ
Gdyby się dało zlokalizować królestwo Boże. Można by wówczas postawić mury graniczne, zatrudnić pograniczników i pilnować, żeby nikt niepowołany nie wdarł się do środka. Łatwo byłoby wtedy odróżnić tych, którzy należą, od tych, którzy są poza. Spokojnie patrzyłoby się wtedy na tych, którzy pozostają na zewnątrz.
Z poczuciem zadowolenia i wyższości można by ich pouczać, że gdyby się bardziej starali, gdyby byli bardziej poprawni, to może wówczas dostaliby się do środka.
Ale królestwo Boże to nie jest miejsce. I te granice nie biegną przez pola i łąki ani nawet przez środek miasta. Granica pomiędzy królestwem Bożym a tym, co poza nim biegnie przez sam środek naszych serc i naszych relacji. To "duchowa przestrzeń", w którą się wchodzi całym życiem. Nie wyprowadza nas ona poza obręb społeczeństwa, nie pozwala tworzyć enklawy pobożnych. Żeby być w środku królestwa, najpierw trzeba być w środku siebie, gdzie w sumieniu mówi do nas Bóg, a potem w środku naszych relacji, w których powinno być dla Niego miejsce, w których On ma mieć decydujący głos.
Jeśli chcemy gdzieś biec, żeby dogonić to królestwo, żeby go nie przeoczyć, najpierw trzeba dobiec do samego siebie i do swojego własnego życia. Oto tu jest królestwo, a jeśli tu go nie spotkamy, to nie znajdziemy go nawet na końcu świata. "Królestwo Boże pośród was jest".
EWANGELIA (Łk 17,11-19)
Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, ...wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź,, twoja wiara cię uzdrowiła.

KOMENTARZ
Tylko jeden wrócił, choć dziesięciu otrzymało łaskę uzdrowienia. Niewdzięczność? Pewnie tak. Ale czemu tu się dziwić? Do dziś chyba tak jest. Bywa, że chcemy od Jezusa tylko tyle, żeby załatwił nam coś, czego akurat bardzo potrzebujemy. I wcale nie chodzi o relację z Nim, tylko o to, żeby dał, co trzeba, a potem to my już sobie poradzimy. Wszyscy trędowaci gotowi byli nazwać Go Mistrzem, bo mieli do Niego żywotny interes. A potem każdy poszedł swoją drogą i tyle. Koniec przygody.
Tyle tylko, że dla jednego z nich, Samarytanina, ta przygoda miała dalszy ciąg. I dlatego zyskał coś o wiele więcej niż tylko uzdrowienie - wiarę, która od tej pory mogła go przez życie prowadzić, spotkanie, w którym z całą pokorą uświadomił sobie, kim jest on sam i kim jest Ten, z którym rozmawia.
Do Samarytanina, który padł przed Nim na kolana, Jezus mówi: "wstań, idź". Być może ktoś kojarzy wiarę z taką postawą: ciągle na kolanach, ze zgiętym karkiem jak niewolnik przed Bogiem. Jezus chce, żebyśmy szli przed siebie z podniesioną głową, będąc wyzwolonymi z niemocy. Baczmy tylko, czy towarzystwo, w którym idziemy pozwoli nam spotkać się z Jezusem czy raczej pomoże nam szybko zapomnieć, że kiedyś Go znaliśmy.
EWANGELIA (Łk 17,7-10)
Jezus powiedział do swoich apostołów:
Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: Pójdź i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam po...lecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.

KOMENTARZ
Nie o niewdzięczność tu chodzi ani o to, żeby nie umieć i nie chcieć doceniać starania i wysiłki innych. Także nie o to, żeby pomniejszać swoje własne osiągnięcia i lekceważyć własną pracę. Chodzi o to, żeby nie spodziewać się, że będą trąbić na prawo i lewo, jak wiele wspaniałych rzeczy zrobiliśmy, że będą padać na kolana przed każdym naszym najskromniejszym dziełem. Chodzi o to, żeby nie robić wokół siebie niepotrzebnego zamieszania.
Ile jest na świecie zwyczajnej, codziennej, szarej pracy, za którą czasem nawet nie ma kto powiedzieć dziękuję, a jeszcze dostaje się za nią wiele nieprzyjemności. Ile jest codziennej służby rodziców wobec dzieci, którą dzieci zauważają tylko wtedy, kiedy coś jest nie po ich myśli. Ile jest poświęcenia dzieci wobec starszych rodziców, która odpłacona zostaje często przykrym słowem i nieskończonymi pretensjami. Ile jest niezauważonego dobra, niedocenionej miłości, serdeczności, za które nikt nie powie miłego słowa.
Ale to wszystko nie może nas zniechęcać do dawania. Jezus chce, żebyśmy mieli w sobie wolność od cudzej wdzięczności, żebyśmy potrafili dawać bez czekania na natychmiastowy zwrot. Inaczej łatwo się załamiemy pracując w tym świecie, którego wdzięczność nie jest najmocniejszą stroną. Byle On był blisko - wówczas jesteśmy wolni do dobra.
EWANGELIA (Łk 17,1-6)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na... dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: żałuję tego, przebacz mu. Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary. Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna.

KOMENTARZ
Mocne słowa Jezusa przeciw tym, którzy sieją zgorszenie powinny dawać do myślenia. Kiedy rozumiemy zależność pomiędzy naszymi czynami a czynami innych ludzi, powinna się w nas budzić odpowiedzialność. Kiedy widzimy, jak dobro jednego z nas może wyzwalać dobro w innym, ale i jak popełnione zło może rozpoczynać łańcuch zła, powinniśmy stać się znacznie ostrożniejsi. Rozumienie znaczenia naszych czynów i słów i przewidywanie ich konsekwencji są niezbędne, by dobrze funkcjonować pomiędzy ludźmi i nie być moralnym szkodnikiem.
Tym, co najbardziej buduje i co przeciwstawia się mocy zgorszenia jest przebaczenie. Skłonność do zgody, umiejętność przyjęcia skruchy ze strony drugiego, niechęć do pielęgnowania uraz i niewracanie do tego, co już zostało wybaczone - bez tego trudno budować relację. Inaczej będzie ona ciągle "podminowana" przeszłym złem, ciągle będziemy się bali, że ktoś wyciągnie przeciw nam jakiegoś haka, że przypomni sobie coś, co, jak nam się wydawało, dawno już załatwiliśmy.
Mieć wiarę jak ziarnko gorczycy może znaczyć również i to - jeśli już zasiałeś te odrobinę przebaczenia, to nie wyrywaj jej z korzeniami. Niech sobie rośnie.
EWANGELIA (J 2,13-22)
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: We...źcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

KOMENTARZ
Zachowanie Jezusa musiało bulwersować. Wystąpił przecież tak odważnie przeciwko interesom wielu ludzi. Co więcej, skompromitował wszystkich tych, którzy godzili się, aby świątynia stała się miejscem handlu. Żeby robić takie rzeczy potrzeba z jednej strony wielkiej miłości do Boga, wielkiej gorliwości, z drugiej wielkiej odwagi, dzięki której jest się gotowym na przyjęcie wszystkich konsekwencji swojego działania. Ale potrzeba także nieskazitelnego życia. Żydzi pytają: "Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?"
Każdy, kto chce zmieniać świat i mocno występować przeciwko zepsuciu i złu, które widzi wokół siebie, musi najpierw troszczyć się o świętość swojego życia. Inaczej najbardziej przemawiający prorocki znak zostanie wyśmiany, najpobożniejszy czyn nie zostanie potraktowany poważnie.
Taka dojrzała, święta gorliwość potrafi naprawdę zmieniać świat, oczyszczać go ze wszystkiego, co zepsute i niegodne Boga. Taka gorliwość bardzo potrzebna jest i nam, którzy tak łatwo godzimy się na wiele niewłaściwych postaw, którzy nie raz przymykamy oko na lekceważenia Boga. Prośmy gorliwie o trochę gorliwości.
EWANGELIA (Łk 16,9-15)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobr...o kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie. Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych.

KOMENTARZ
Tak jak w całym życiu, tak i w wierze, rzeczy wielkie zdarzają się tylko od czasu od czasu. Większość naszego życia przebiega pośród małych rzeczy. Dlatego dojrzała wiara, która może człowieka przez życie przeprowadzić musi być być wiarą zanurzoną w małych i prostych rzeczach. W nich właśnie mamy nauczyć się szukać Bożej obecności.
Jeśli drogę do nieba wyobrazić sobie jako górską wspinaczkę, to łatwo zrozumieć, że każdy, nawet najmniejszy krok jest ważny. Jeśli bowiem zlekceważymy te małe kroczki, możemy wejść w niebezpieczny obszar, w jakąś część ściany, z której potem ciężko zejść, a nie bardzo wiadomo jak iść dalej.
Być może pokusa lekceważenia tego, co małe, zwyczajne jest jedną z największych i najbardziej niebezpiecznych pokus. Szukanie Boga jedynie w tym, co wielkie wielu ludziom wydaje się konsekwencją przekonania, że Bóg jest wielki, niepojęty, niezmierzony. Ale właśnie ten wielki Bóg w Jezusie stał się człowiekiem żyjącym tak jak my pośród rzeczy małych. Dlatego szukać należy Go tam, gdzie On rzeczywiście jest. Każda chwila, każdy najmniejszy drobiazg są nasycone Bogiem i stanowią bramę do wieczności. Nauczyć się doceniać zwykłe, szare rzeczy, ponieważ mieszka w nich Bóg- oto mądrość życia, oto chrześcijaństwo.